Zakładki:
Blogi - Przemyśl
Blogi - Pogórze Przemyskie
O mieście
W mieście ...
Video
Kamerki
Prasa
Stare foto
Twierdza Przemyśl
Mapy
W okoicy
Zaglądam, odwiedzam i czytam:
O tym już było
Facebook:
Kontakt:
Po siódme - nie kradnij

__________________________________________



piątek, 23 listopada 2012
sobota, 10 listopada 2012

Po długiej przerwie udało mi się zorganizować i wrócić do nieskończonej, ubiegłorocznej wycieczki z Przemyśla do Krasiczyna. Dzisiejszy wpis jest niejako kontynuacją tego niedzielnego wypadu przerwanego przez nadciągającą wówczas burzę. Jednak opisana przeze mnie poniżej trasa może śmiało stanowić osobną wędrówkę, na którą można się wybrać np. z czworonogiem będąc już w Krasiczynie.

Zapowiadał się kolejny piękny, jesienny dzień jak najbardziej odpowiedni na taki właśnie spacerek. Ta mała „mysza”, (bo tak przezwał mojego kundelka kolega, gdy pierwszy raz go zobaczył) jest niesamowitym obserwatorem. Bardzo szybko orientuje się, gdy szykuje się jakiś wyjazd : ). Tym razem było tak samo i choć był przewidzianym uczestnikiem wyprawy na wszelki wypadek nie odstępował mnie na krok.

Przejazd z Przemyśla do Krasiczyna zajął nam jakieś 15 minut samochodem. Kiedyś na tej trasie kursowały autobus MZK i dojechanie do tej małej miejscowości było o wiele łatwiejsze. Dziś linia ta kończy trasę w Prałkowcach i chcąc dostać się do Krasiczyna pozostaje już tylko do wyboru PKS lub własny środek transportu.

Zanim jeszcze rozpoczęliśmy nasz spacer mój psiak zdążył obszczekać Buldoga, który uznając chyba wyższość „myszy” bądź dla świętego spokoju zwiał, a dumny kundelek wrócił z wysoko uniesionym ogonem : )

Spacer rozpocząłem przy starym żydowskim cmentarzu. Czyli tam, gdzie ostatnio zakończyłem wycieczkę. Znalezienie owego cmentarza nie powinno przysporzyć trudności, gdyż prowadzi tamtędy ścieżka przyrodniczo kulturowa „do Ralla”, która rozpoczyna się przy drodze prowadzącej od zamku w Krasiczynie do rzeki. Początek trasy znajduje się mniej więcej na wysokości wjazdu na most na Sanie po prawej stronie.  Czerwono-biały szlak spacerowy będzie mi towarzyszył w zasadzie przez większą część wycieczki.

Tablica na cmentarzu

 

O cmentarzu było dość głośno swego czasu, a to za sprawą ówczesnego proboszcza Stanisława Bartmińskiego. Kirkut znajduje się w połowie góry z lewej strony ścieżki. Nie pozostało na nim za wiele, gdyż w czasie II wojny światowej, gdy Niemcy zajęli Krasiczyn zdewastowali go prawie całkowicie.

Wspinając się wyżej warto od czasu do czasu spojrzeć za siebie, ponieważ pomiędzy drzewami w pewnym momencie można zobaczyć baszty zamku Krasickich.

Baszty zamku

 

Idąc dalej do góry, po lewej stronie naszym oczom ukażą się dwie wieże telekomunikacyjne. Gdy już dojdziemy na szczyt to właśnie w ich stronę będziemy się dalej kierować.

Wieże telekomunikacyjne

 

Będąc tuż przed szczytem wzniesienia, w miejscu gdzie znajduje się drugi przystanek ścieżki warto zejść trochę z drogi, by zobaczyć dość ładny widok na Krasiczyn z góry.

 Krasiczyn

 

Droga, którą do tej pory szliśmy prowadzi do zabudowań i nią dalej prowadzi ścieżka edukacyjna, by na skrzyżowaniu dróg polnych zawrócić z powrotem w górę do lasu. Ja skracam sobie drogę i kieruję się wzdłuż pola w stronę przekaźników. Podczas mojej ostatniej wizyty w tym miejscu stał tylko jeden maszt, a już są dwa - niesamowite ; )

 

Mazty telekomunikacyjne

 

Mijając anteny po prawej stronie idziemy wzdłuż lasu i dochodzimy do trzeciego przystanku ścieżki. Na skraju lasu znajduje się schron bojowy punktu oporu „Krasiczyn” wchodzący w skład tzw. „Linii Mołotowa”



bunkier w lesie

 

W miejscu tym szlak spacerowy łączy się na chwilę z niebieskim szlakiem turystycznym. Idą one razem do kolejnego wartego uwagi miejsca, czyli do zniszczonego bunkra o którym pisałem w poprzedniej wycieczce.

 

Wysadzony bunkier

 

Naprzeciwko wysadzonego bunkra znajduje się kolejny przystanek ścieżki. W tym miejscu niebieski szlak turystyczny schodzi w dół szeroką aleją w stronę wioski,



Aleja w lesie

 

a szlak spacerowy zawraca i dalej prowadzi szczytem wzniesienia Leoncina. Ja podążam dalej niebieskim szlakiem, lecz wrócę jeszcze na ścieżkę.  Dalsza trasa, którą wybrałem wydaje mi się bardziej ciekawa, a napewno bardziej urozmaicona. Po chwili marszu wychodzimy z lasu, mijamy pierwsze zabudowania. Schodzimy coraz niże.

W połowie drogi między wyjściem z lasu, a wioską Brylińce zza łuku drogi naszym oczom ukazuje się przyjemny widoczek na okolicę.



Widoczek z

 

Przemyśl

 

Widzialność tego dnia nie była zbyt dobra, ale cóż nie można mieć wszystkiego : )

W takich właśnie miejscach mam zwyczaj „rozbijania obozowiska” by w spokoju delektować się krajobrazem, a przy okazji odpocząć sobie i posilić się przed dalszą drogą. Tak też uczyniłem ; )

Po nie tak krótkiej przerwie wyruszyliśmy dalej i niestety, czym niżej, tym więcej porzuconych śmieci można było zauważyć przy drodze. To oznak, że zbliżamy się do „cywilizacji”. Po ok. pięciu minutach marszu od miejsca, w którym odpoczywałem dochodzimy do jednej z bocznych dróg wioski. W tym miejscu szlak niebieski skręca w prawo, ja natomiast idę w przeciwną stronę. Droga prowadzi dalej w dół wąwozem. Kolejne skrzyżowanie dróg przechodzimy bez zmiany kierunku. Od tego momentu będziemy już iść cały czas w górę. Mijając zabudowania, droga łukiem wspina się coraz wyżej i po około siedmiuset metrach dochodzimy do rozdroża i kapliczki.



Kapliczka na rozdrożu

 

Wnętrze kapliczki

 

Idąc dalej ma się wrażenie, że przed nami już tylko las, a tym czasem przechodząc drogą mijamy kolejne gospodarstwa. Przy jednym z nich sfotografowałem ciekawą szopę, przed którą  stały stare sprzęty.



szopa

 

Chciałem się przyjrzeć dokładniej, ale śpiący na tym zdjęciu pies obudził się. I chyba mu się nie spodobało to, że tak się interesuję posesją, bo rzucił się w moją stronę z taką zajadłością, iż przez moment myślałem, że już nie wyjdę z tego spotkania w jednym kawałku. Możecie sobie wyobrazić z jaką ulgą odetchnąłem, gdy tuż przed niekompletnym ogrodzeniem skończył mu się łańcuch.



Droga

 

Doszedłem do miejsca, w którym droga skręca w prawo, a ja kolejny raz zbaczam z wytartych ścieżek i dalsze kroki kieruję w polną dróżkę po lewej stronie.



droga polna

 

Na pierwszy rzut oka droga jest może nie najlepiej widoczna, ale tragedii znowuż nie ma. Wystarczy w miarę się przyjrzeć i iść konsekwentnie w górę w stronę lasu. Będąc w połowie pagórka zobaczymy wystającą zza krzaków ambonę myśliwską, która jest dobrym punktem orientacyjnym.



Ambona myśliwska

 

Droga polna omija ją delikatnym łukiem i stamtąd już widać na skraju lasu drewnianą wiatę ze stolikiem i ławkami znajdującą się przy ścieżce przyrodniczo kulturowej „do Ralla”. Jest to dobre miejsce, w którym można coś przegryźć czy odpocząć. Z uwagi na to, że ja zjadłem to, co miałem już wcześniej, nie było powodu by się tu zatrzymywać.



Wiata na skraju lasu

 

Dalej prowadzić będą nas ponownie biało-czerwone kwadraciki oraz strzałki wyznaczające ścieżkę przyrodniczo-kulturową. Biegnie ona przez zalesiony szczyt góry Leoncina, na terenie której znajduje się rezerwat florystyczny o tej samej nazwie. Tuż przed szczytem przy ogrodzonym młodniku wypatrzyłem Kanie wygrzewającą się w jesiennym słonku.



Kania

 

Pstryknąłem jej pamiątkową fotkę i pomaszerowałem dalej. Za przystankiem siódmym ścieżki pomimo tego, że jesteśmy nadal w lesie, jest takie miejsce, z którego można zobaczyć pomiędzy przerzedzonymi drzewami część wioski Wapowce.



Wapowce

 

Cerkiew w Wapowcach

 

Stąd ścieżka prowadzi już w dół północno zachodnim zboczem góry. Schodzi się tędy dość wygodnie małym wąwozem,



Ścieżka w lesie

 

który wychodzi na polanę. Stojąc na skraju lasu trzeba się dobrze rozglądać, gdyż w wysokiej trawie trudno zobaczyć zielone drogowskazy wyznaczające ścieżkę. Jest to jedyne miejsce, gdzie można nie tyle się zgubić, co chwilę błądzić zanim znajdzie się właściwą drogę. Ja proponuję zlokalizować biało-zielony szlaban grodzący wjazd z drogi na łąkę, znajdujący się lekko po prawej stronie i iść n przełaj w jego kierunku. Moim zdaniem jest on o wiele lepiej widoczny niż wspomniane wyżej drogowskazy, które w konsekwencji doprowadzą do tego miejsca tyle, że okrężną drogą.



Polana

 

Dalej droga jest już równa, szeroka i w zasadzie prosta. Nią po ok. trzystu metrach dotrzemy do kolejnego przystanku, który znajduje się na skraju lasu.I oto jesteśmy w miejscu, od którego wzięła swą nazwę ścieżka przyrodniczo-kulturowa.



Grób konia

 

Napis na tablicy głosi:

„tu leży koń
RALL
Był w wojnie przeciw
Bolszewikom w 1920 r
pod Józefem Xięciem
Sapiehą
Zginą na przeszkodzie
8 X 1926r”

 

Sentencja wypisana na płycie z piaskowca, a właściwie jej dwie środkowe linijki były powodem, dla którego komunistyczna władza chciała zlokalizować to miejsce, by zniszczyć tablicę. Na szczęście nie udało im się tego dokonać i grób konia stanowi jedną z atrakcji Pogórza Przemyskiego.

Stąd prostą, szeroką drogą idziemy już z powrotem w stronę Krasiczyna. Po przejściu ok. kilometra, mijając kolejne przystanki ścieżki dochodzimy do szkółki leśnej. Dale ścieżka prowadzi w las i zboczem przez około pół kilometra w górę rzeki San.

Będąc tylko czasem przejazdem w Krasiczynie, lubię przejść się tamtędy dla samej atmosfery jaka tam panuje. Dość urozmaicone zbocze góry, poprzecinane jarami po jednej stronie wąskiej ścieżki, z drugiej w dole połyskująca pomiędzy gałęziami drzew tafla wody i do tego złote odcienie jesieni …

Pozostawiam Was z tym opisem, gdyż żadne ze zdjęć, które zrobiłem nie oddają panującego tam klimatu.

Ścieżka kończy się przy domkach letniskowych w Krasiczynie, a z lasu wychodzi się wzdłuż ogrodzenia „Karczmy u Marty”.

Idąc dalej w stronę mostu mijamy miejsce, gdzie kiedyś przepływał przez rzekę prom i tu spędziłem dłuższą chwilę wpatrując się w spokojnie płynącą rzekę i w kolorowe zbocze góry.



Zakole Sanu

 

Dziś patrząc na ten sielankowy obrazek, mało kto pamięta, że San stanowił niegdyś granicę miedzy Rzeszą niemiecką a ZSRR, o czym przypomina ustawiony nieopodal tego miejsca pomnik.



Pomnik w Krasiczynie

 

Pomnik w Krasiczynie

 

I tak oto dotarłem praktycznie do punktu, w którym rozpocząłem wycieczkę. Trasa, którą opisałem ma ok. osiem i pół kilometra, jej przejście spokojnym marszem zajęło mi tak w przybliżeniu cztery i pól godziny. Poniżej zamieszczam zdjęcie satelitarne z naniesioną trasą przemarszu.



Trasa