Zakładki:
Blogi - Przemyśl
Blogi - Pogórze Przemyskie
O mieście
W mieście ...
Video
Kamerki
Prasa
Stare foto
Twierdza Przemyśl
Mapy
W okoicy
Zaglądam, odwiedzam i czytam:
O tym już było
Facebook:
Kontakt:
Po siódme - nie kradnij

__________________________________________



czwartek, 30 czerwca 2011

Przemyśl

Ciekawe czy ktoś wie, z którego miejsca zostało zrobione to zdjęcie? 

wtorek, 21 czerwca 2011

Przemyśl nocą

 

Przedwczorajszy koncert i szata w jakiej prezentował się Zamek Kazimierzowski z okazji swojego święta sprawił, że przypomniałem sobie o zdjęciu, które zrobiłem w sumie nie tak dawno podczas jednego z wieczornych spacerów po mieście. Fotka przedstawia Przemyśl jeszcze zimowy, aczkolwiek już nie zaśnieżony.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Zapraszam na foto wycieczkę z niedzielnego wypadu do Krasiczyna.

Korzystając z tego, że synoptycy zapowiadali kolejny ciepły majowy dzień postanowiłem tak jak to miałem niegdyś w zwyczaju wziąć plecak, rower oraz jeszcze parę niezbędnych rzeczy i wyruszyć za miasto.

Celem wyprawy był położony o ok. 10 km od Przemyśla Krasiczyn. Niegdyś małe miasteczko, dziś wieś znana w całej Polsce z zabytkowego, renesansowego zamku. Trasa którą wybrałem jest urozmaicona oraz bardzo malownicza i co ważne omija szerokim łukiem nudną i ruchliwą (zwłaszcza w niedzielę) drogę nr 28 Przemyśl – Sanok.

Wycieczkę zaczynam z centrum miasta czyli w przemyskim rynku. Dalej kieruje się w stronę Katedry, a następnie ulicami: Kapitulną, Tatarską i L. Pasteura.

Jadąc ul. Tatarską już w jej połowie uświadomiłem sobie, że czasy mojej świetności chyba minęły ; ) ale nie dając za wygraną
z małymi przerwami wspinam się dalej.

 

Zamek kazimierzowski

Zamek Kazimierzowski widok od ul. Tatarskiej

 

Ul. Tatarska

Ul. Tatarska

 

Gdy już dotarłem na sam szczyt Zniesienia cały wysiłek  szybko zrekompensował przepiękny widok na leniwie budzące się do życia miasto. Po dłuższej chwili wpatrywania się w zaspany Przemyśl zdałem sobie sprawę z tego, że nie mam przy sobie statywu : (
Co niestety skutkuje niemożnością  zamieszczenie tu panoramy miasta. A szkoda.

Nie pozostaje mi nic innego w tym momencie jak odwołać się do waszej wyobraźni.

A na otarcie łez – widoczek na stok  ; )



Stok narciarski

 

Na Zniesieniu wjeżdżam na czerwony szlak, który biegnie wzdłuż ul. L. Pasteura i doprowadzi mnie do krzyżówki na górze Wapielnica. Po drodze zatrzymywałem się jeszcze kilkakrotnie, ale już nie z powodu zadyszki lecz by rozkoszować się widokiem.

Jednym z przystanków na trasie był fort „Kruchel”.

 Fort Kruchel

 

Dawno mnie tu nie było i z czystej ciekawości chciałem zobaczyć czy coś się zmieniło od mojej ostatniej wizyty. Niestety jak większość fortów pomocniczych czy wspierających, ten również jest zarośnięty i zapomniany, ale na szczęście powoli zaczyna się to zmieniać. Walające się śmieci przy wejściu do fortu świadczą o tym, że od czasu do czasu ktoś tu zagląda i bynajmniej nie po to by posprzątać. Wysokie pokrzywy i nieprzyjemny zapach skutecznie zniechęciły mnie do dalszego „zwiedzania”.

Fort Kruchel

Fort ten o wiele lepiej prezentuje się z lotu ptaka. By nie pozostać gołosłownym proszę : )



Fort Kruchel

 

Szkoda tylko, że trzeba wzbić się w niebo by dostrzec jego urok. Potencjał tego miejsca jak na razie się marnuje, ale kto wie? Może za jakiś czas, ktoś zauważy i doceni fakt, że ten fort leży na terenie miasta tuż przy głównym szlaku turystycznym…

Jadąc dalej w stronę G. Wapielnicy warto przystanąć na chwilę i popatrzeć jeszcze na coraz bardziej pozostające w tyle miasto.

Przemyśl

 

Jest i panorama. Okazuje się, że i bez statywu też można pstryknąć panoramę : )

Parę metrów dalej widoczek na żwirownię i Ostrów.



Żwirownia w Ostrowie

 

Dalej droga prowadzi w dół, by po nie tak krótkim zjeździe znów zacząć wznosić się stopniowo do góry. Podczas zjazdu po lewej stronie ukazuje się nam całkiem przyjemny  łąkowo – leśny widoczek z Optyniem w tle.

Podjeżdżając pod Wapielnicę chwilę przed szczytem po lewej stronie w odległości ok. dwudziestu metrów od drogi można dostrzec tablicę  w kształcie macewy pękniętej na pół, upamiętniającej miejsce, w którym mieszkańcy Przemyśla i okolic zostali zamordowani przez hitlerowców.

Tablica upamiętniająca mord

 

Docieram do krzyżówki gdzie czerwony szlak skręca w lewo, w stronę Birczy, a mnie dalej prowadzić będzie szlak: czarny z niebieskim, które odbijają w prawo, w stronę Kruchelu Wielkiego. Dalej kamienista droga prowadzi w dół leśną aleją. W trakcie zjazdu uśmiech na mojej twarzy wzbudził ustawiony w środku lasu znak:



Przemyśl :)

 

Zwolniłem więc do 50 km/h i uważając na foto radary jechałem dalej ; )

Szlak jest dobrze oznakowany, więc wystarczy bacznie się rozglądać, by nie przegapić dróżki, która skręca w prawo. Jadąc drogą cały czas prosto w dół dotrzemy do dzielnicy Kruchel Wielki a dalej do ul. Sanockiej.

Gdy uda nam się nie zbłądzić będziemy mogli jeszcze raz spojrzeć na panoramę Zasania z osiedlem Malawskiego i Rycerskim w roli głównej.



Przemyśl widok z okolicy

 

Przede mną moja ulubiona część trasy tzw. „droga o stu zakrętach”, określenie to znakomicie oddaje jej charakter. Szlak bowiem prowadzi w dół przez las, który poprzecinany jest krętymi ścieżkami, które plączą się i błądzą pomiędzy drzewami, by w końcu złączyć się w jedną drogę, którą wyjedziemy z lasu.

Kierując się dalej w prawo dojedziemy do mostu nad potoczkiem w Prałkowcach. Mijam zabudowania i docieram do drogi, która łączy Prałkowce i Zalesie.

Dla tych którzy mają już dość, to jedno z dwóch dogodnych miejsc by zrezygnować z dalszej jazdy bezdrożami i wrócić do Przemyśla. Wystarczy skręcić w prawo i asfaltową drogą jadąc w dół dojechać do drogi Przemyśl - Krasiczyn.

Ja nie daję za wygraną i jadę dalej. Przejeżdżam przez asfalt i obok przydrożnego krzyża wjeżdżam na drogę, którą kieruję się
w górę w stronę lasu. Docieram do szlabanu, który broni wjazdu do lasu miłośnikom czterech kółek.

W tym miejscu niebieski i czarny szlak rozchodzą się. Spotykają się one raz jeszcze na samym szczycie wzniesienia przy forcie VII „Prałkowce”. Można więc tu zdecydować czy chce się jechać leśną drogą w stronę fortu (szlak niebieski) czy kamienistą drogą forteczną (szlak czarny). Ja wybrałem (moim zdaniem) mniej forsującą, ale za to może nieznacznie dłuższą drogę forteczną.



Fort VII Prałkowce

 

Fort VII Prałkowce - wejście

 

Fort VII Prałkowce

 

Fort VII Prałkowce

 

Fort VII Prałkowce - żelbetonowa twarz

 

Fort ten jest bez dwóch zdań o wiele ciekawszy od poprzedniego. Choćby tylko z uwagi na fakt, że jest on jednym z fortów grupy głównych pierścienia zewnętrznego dawnej Twierdzy Przemyśl. Wchodząc na teren budowli poczuć można charakterystyczny panujący tu klimat. Zwiedzając fort i nie tylko ten należy zachować szczególną ostrożność ze względu na różne niebezpieczeństwa tj. np. niezabezpieczone i niejednokrotnie ukryte w trawie szyby wentylacyjne. Nie muszę chyba dodawać, że samotne wyprawy w takie miejsca to nie jest raczej zbyt dobry pomysł.

Więcej informacji na temat fortu możecie przeczytać na:

http://www.przemysl24.pl/twierdza_przemysl_opisy/fort-7-pralkowce.html  

Jak już wcześniej wspomniałem w tym miejscu krzyżują się szlaki niebieski i czarny. Stojąc tworzą w stronę fortu niebieski odbija w prawo w stronę Tarnawiec, a czarny, (którym dalej będę jechał) skręca w lewo by zakończyć swój bieg przy drodze nr 28 Przemyśl – Sanok.

 Szlak forteczny

 

I w taki oto sposób dotarliśmy do drugiego miejsca, z którego można wrócić do Przemyśla drogą asfaltową (w prawo). Lub zjechać w lewo wprost do Krasiczyna (ok. 2,3 km)

Ja kolejny raz rezygnuję z asfaltu i zjeżdżam dosłownie kilkadziesiąt metrów drogą w stronę Przemyśla by za moment wjechać na drogę „osiedlową” domków jednorodzinnych, która znajduje się po drugiej stronie drogi. Gdy już na nią wjedziemy po naszej prawej będziemy mieli las a po lewej rząd domków.

Jadąc dalej pilnujemy prawej strony, gdyż obok małego terenu ogrodzonego siatką (punkt ujęcia wody) skręcamy w prawo na ledwie widoczną leśną ścieżkę by po ok. pięćdziesięciu metrach dojechać do większej leśnej drogi. Skręcamy w lewo i jedziemy nią cały czas kierując się w stronę masztu nadzianego różnymi antenami, który zobaczymy jak tylko wyjedziemy z lasu.

Wieża telekomunikacyjna

 

Gdy dojedziemy do rozwidlenia polnej drogi dalej kierujemy się dróżką w prawo, która omija wieżę i kieruje się w stronę lasu. Wjeżdżając do lasu skręcamy w prawo. I w ten oto sposób znów znajdujemy się na niebieskim szlaku. Trzymając się go jedziemy dalej jeszcze przez chwilę do miejsca, w którym droga zbliżą się do skraju lasu, z którego rozpościera się ładny widok na Tarnawce, żwirownię w Ostrowie i Przemyśl.



Tarnawce, żwirownia, Przemyśl

 

Stąd już przysłowiowy „rzut beretem” do kolejnego wartego zobaczenia miejsca, a mianowicie wysadzonego bunkra pamiętającego jeszcze czasy II Wojny Światowej. Znajduje się on po lewej stronie ok. dziesięć metrów od drogi, którą jedziemy. Widać go
z niej, ale da się go przegapić, gdyż kształtem przypomina on na pierwszy rzut oka skałę wyrastającą z ziemi wysoką na ok. dwa i pół metra. Gdy podchodzi się bliżej z pośród drzew wyłaniają się kształty świadczące o tym, że jest to dzieło stworzone przez człowieka a nie przez naturę.

Niesamowite miejsce, na które dawno, dawno temu natrafiłem. Nie ukrywam, że jest ono jednym z moich ulubionych, do których lubię wracać ilekroć jestem w okolicy i mam troszkę czasu.



Wysadzony bunkier Linii Mołotowa

 

Wysadzony bunkier Linii Mołotowa

 

Wysadzony bunkier Linii Mołotowa

 

Wysadzony bunkier Linii Mołotowa

 

Niestety zdjęcia nawet w połowie nie oddają magii tego miejsca, trzeba to po prostu zobaczyć. Na szczęście bunkier a raczej to co z niego zostało jest zapomniany przez lokalne władze i dzięki temu można go oglądać w jego wyjątkowym i nienaruszonym klimacie. Za każdym razem gdy tu jestem tracę rachubę czasu bo nigdzie chyba beton i natura tak znakomicie się nie komponują.

Gdy wsiadłem z powrotem na rower zaniepokoiły mnie pomruki dobiegające z nieba. W związku z tym, że docierały z daleka stwierdziłem, że mam jeszcze trochę czasu i kontynuowałem  wycieczką. W planach miałem jeszcze kilka miejsc do odwiedzenia. 

Z wysadzonego bunkra wróciłem tą samą drogą do miejsca, w którym wjechałem do lasu. Nie wyjeżdżając z niego jechałem dalej drogą prosto, która powoli zaczyna schodzić w dół. Jakieś sto metrów od miejsca, w którym minąłem wjazd do lasu  po lewej stronie stoi drugi bunkier Linii Mołotowa również zniszczony ale nie w takim stopniu jak poprzedni.



Zniszczony bunkier

 

Żeby wyjechać z lasu należy dalej trzymać się tej leśnej drogi, na której się znajdujemy. Dalej zmienia się ona w dość malowniczy
i miejscami stromy wąwóz, którym przyjemnie się jedzie. Droga prowadzi cały czas w dół i wyjeżdża z lasu tuż nad cmentarzem żydowskim w Krasiczynie.

Gdy wyjechałem z lasu okazało się, że z zachodu dość szybko nadciągają burzowe chmury, które już opanowały połowę nieba. Nie zwlekając ani chwili dłużej szybko pstryknąłem jeszcze jedną fotkę na cmentarzu i szybko zwinąłem sprzęt, zjechałem do Krasiczyna i rozpocząłem wyścig z czasem.



Tablica na cmentarzu żydowskim w Krasiczynie

 

Byłem pewien, że burza mnie prędzej czy później dopadnie. Wolałem jednak, by stało się to raczej w mieście, bo zapowiadało się na dłuższą ulewę. Na moje szczęście chmury przemieszczały się wolniej niż początkowo sądziłem i udało mi się dojechać do domu. Dosłownie kilka minut po tym jak zamknąłem za sobą drzwi zaczął padać gruby deszcz, a po chwili grad…

Jak się łatwo domyślić w związku tym, że nieudało mi się zrealizować w całości założonego planu i by nie pozostawić niedokończonej wycieczki

C.D.N.

 

Alkioneus07



wtorek, 07 czerwca 2011
piątek, 03 czerwca 2011